Sarah Morgan - "Bezsenność na Manhattanie" recenzja

by - czwartek, lipca 27, 2017







 

Raz na jakiś czas tajemny głos w mojej głowie mówi „Paula, sięgnij w końcu po jakieś romansidło. Rzuć w kąt te krwawe kryminały i obciążające mózg reportaże. Daj sobie trochę luzu”. Tym razem posłuchałam i wzięłam się za „Bezsenność na Manhattanie” Sarah Morgan. Jeśli jesteście ciekawi, jakie są moje wrażenia, zapraszam na recenzję.


Główna bohaterka i jej przyjaciółki pracują w dużej firmie w Nowym Yorku, która organizuje imprezy i eventy. Paige liczyła na awans. Ostatnie miesiące były ciężką harówką i czuła, że jej przełożeni również widza jej starania. Jednak życie lubi zaskakiwać i zamiast awansu, cała trójka dostaje wypowiedzenia, usprawiedliwione cięciem etatów i gorsza kondycją firmy.
Z pomocą przybywa jej ukochany brat, Matt oraz jej skrywana miłość, Jake. Podczas małej burzy mózgów Paige wpada na pomysł otworzenia własnej firmy razem z wiernymi przyjaciółkami. Jake, który jest szefem ogromnej firmy, proponuje jej pomoc w zdobywaniu pierwszych zleceń. Dziewczyna jest ogromnie dumna, a poza tym ciężko jej patrzeć na coraz to nowe dziewczyny, z którymi spotyka się jej miłość. Czy mimo wszystko Paige skorzysta z propozycji? Czy dziewczynom uda się rozkręcić interes? A przede wszystkim czy relacja między Paige a Jakiem, zmieni status z przyjaźni na coś więcej?

Sarah Morgan stworzyła całkiem przyjemne, babskie czytadło. Duży plus daję za to, że niektóre rozdziały napisane są z perspektywy Jake’a, co daje nam ogląd na sytuacje uczuciową z obydwu stron. Fajnie czasem spojrzeć na świat oczami faceta. Kolejna zaleta książki to prosta, ale przemyślana fabuła i zabawne dialogi, które miło i lekko się czyta.

Co więcej, historia Paige jest bardzo motywująca. Pokazuje, że nie ma ograniczeń dla naszych marzeń, że wystarczy chcieć i dać z siebie wszystko by nasze plany, nabrały realnych kształtów. Po takiej lekturze, poczułam wiatr w żaglach i od razu w mojej głowie narodziły się nowe pomysły.

Jeśli jesteście właśnie podczas poszukiwań książki „na leżak”, przy której miło i szybko upłynie Wam urlopowy czas, z czystym sumieniem mogę Wam ja polecić. Nie jest może to literatura najwyższych lotów, ale uważam, że czasem dla zachowania równowagi umysłu można pozwolić sobie na jakieś miłe romansidło.


A Wy, jak często siegacie po literaturę kobiecą? Czy właśnie takie ksiażki preferujecie latem?

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu

 

Podobne wpisy

0 komentarze