Jo Nesbø - "Więcej krwi" recenzja

by - sobota, lutego 11, 2017



Bardzo, naprawdę bardzo dawno nie czytałam nic Jo Nesbø. Zupełenie nie wiem czemu tak się stało. Chyba zacznę nadrabiać zaległości, bo „Więcej krwi” okazało się genialne.





Bohaterem książki jest Jon. Niby lekkoduch o hippisowskiej urodzie. Ze względu na upodobanie do haszyszu wchodzi w ciemne interesy z gangsterem, niejakim Rybakiem. Na początku jest zwyczajnym dilerem, jednak gdy jego mała córeczka zapada na ostrą białaczkę i jedynym ratunkiem jest droga kuracja za granicą, Jon zmienia posadę i z dilera staje się ściągaczem długów, a czasami nawet człowiekiem od eliminowania dłużników. Jon ma jeden problem, który okazuje się niezwykle istotny w tej „pracy” – nie ma odwagi pociągnąć za spust i z tego wynikają jego problemy i przymus ucieczki przed ludźmi Rybaka.
Jon nagle staje się Ulfem, gdy ląduje w mroźnej, surowej Laponii, w wiosce, gdzie diabeł mówi dobranoc. Poznaje tam różne osoby, w tym Lee, zagorzałą katoliczkę, bitą przez męża oraz jej syna Knuta, z którym Ulf(Jon) nawiązuje niezwykłą więź… Co przyniesie ta znajomość? Czy ludzie Rybaka dopadną Jona? Nie mam zamiaru Wam tego zdradzać, bo tą książkę koniecznie trzeba przeczytać, póki za oknem jeszcze trzaskający mróz.

„Tak mówili, ale nie widzieli nic na pewno. Nikt nie wie nic na pewno. Ani ja, ani ty, ani pastor, ani ateista. Dlatego wierzymy. Wierzymy, ponieważ tak jest łatwiej, niż przyjąć, że tam w głębi, czeka nas tylko jedno: ciemność i zimno. Śmierć.”

Właśnie, co do trzaskającego mrozu. Podczas czytania pierwsza rzecz jaka przyszła mi na myśl to, to, że tej książki NIE można czytać w innej porze roku, niż zimą. Wiarygodne opisy Laponii powodują, że mimowolnie robi nam się chłodno, przed oczami mamy gruby lód i bezkresny śnieg oraz pragniemy nakryć się kocem i napić gorącej herbaty.  Atmosfera tej małej wioski na końcu świata, gdzie ludzie są tak bogobojni, że za każdy najmniejszy grzeszek przestrzegają smażeniem się w piekle, jest jedyna w swoim rodzaju. Autor nie mógł lepiej tego opowiedzieć. Jest tak tajemniczo, mrocznie, że nie raz czułam dreszcze na plecach. Czyż nie o to chodzi w dobrym kryminale?

Laponia nie jest jedynym miejscem akcji. Mamy jeszcze Oslo, w którym Jon mieszkał zanim musiał uciekać. Te dwa światy wzajemnie się przenikają, poznajemy równolegle przeszłość i teraźniejszość bohatera, co jest niezwykle wciągające, bo cały czas mamy świadomość, żę nie wiemy wszystkiego. Genialny zabieg.

„Rozum mieszka w głowie, a wiara w sercu. Nie zawsze są dobrymi sąsiadami”

Wiele w tej powieści dylematów egzystencjonalnych, tych związanych ściśle z wiarą i nie tylko. Powieść kryminalna zamienia się w coś więcej niż zabawianie czytelnika. Zaczynamy myśleć i czuć. Zaczynamy stawiać się w roli bohaterów.

Jo Nesbø po wielu latach zaczarował mnie od nowa. Pokazał, że trzyma formę i nadal pisze przejmująco i mrocznie. Pokazuje jednocześnie, że na dwustu kilkunastu stronach można zawrzeć kawał wciągającej i trzymającej do końca w napięci historii. Nie trzeba rozpisywać się na grube księgi by porwać czytelnika. Klasa sama w sobie!

 Za egzemplarz książki dziękuje wydawnictwu


Podobne wpisy

0 komentarze