"Food Pharmacy" Lina Nerby Aurell, Mia Clase - recenzja przedpremierowo

by - sobota, stycznia 21, 2017



Nie jestem typem osoby, która jakoś specjalnie zwraca uwagę na dietę. Jak każdy normalny człowiek lubię napić się Pepsi, zjeść pączka, wieczorem przekąsić chipsy. Nie myślałam więc, że jakakolwiek książka poprzestawia moje podejście do jedzenia. A jednak! „Food  Pharmacy” to nie dieta, to nie zwykły poradnik, to styl życia!



Mia i Lina, autorki książki, znają się od dzieciństwa. Jednak dopiero kiedy zostały żonami i matkami, zainteresowały się tematem zdrowego odżywiania i obydwie tak sfiksowały na tym punkcie, że rzuciły swoją dotychczasową pracę i stworzyły bloga o takim samym tytule jak książka. Z czasem ich zainteresowanie sięgnęło też flory jelitowej oraz wszelkich produktów, które utrzymują ją w ryzach, a wszystko za sprawą szalonego profesora Stiga.




Wiecie, że jelita są nazywane naszym drugim mózgiem? Badania dowodzą, że flora bakteryjna tego organu odpowiada za utrzymanie naszego zdrowia w ryzach. Im gorsza jej jakość, tym nasz organizm bardziej narażony jest na stan zapalny, który odpowiada z kolei za setki różnych chorób ( w tym nowotwory). Wynika więc z tego, że my sami mamy w rękach ogromną moc, decydowania o swoim zdrowiu, poprzez odpowiednie odżywianie. To świetna wiadomość.

Dziewczyny (Lina i Mia) opowiadają czytelnikom o florze bakteryjnej, jelitach, stanie zapalnym, epigenetyce w taki sposób, że mamy wrażenie, że czytamy świetną humorystyczną powieść, a nie rozdziały o medycynie. Autorki są szalone, mają zwariowane porównania i zwyczajnie nie da się ich nie lubić. Co więcej, nie udają guru od żywienia: są wobec czytelnika uczciwe. One tak jak i my, nieraz skuszą się na kawałek brownie, bo jesteśmy w końcu tylko ludźmi i czasami pokusa jest silniejsza niż zdrowy rozsądek. Dziewczyny opowiadają nam o swoich początkach zdrowego odżywiania, o tym, że do wszystkiego dochodzi się metodą małych kroków.

Napisałam we wstępie, że Food Pharmacy to nie dieta, tylko styl życia. To prawda. To jest filozofia jedzenia, mówiąca nam co jest dobre dla naszej flory bakteryjnej w jelitach, a co zrobi jej krzywdę. Przede wszystkim autorki podają nam produkty, które mają działanie przeciwzapalne, są pełne antyoksydantów i jednocześnie, cudownie oddziałują na nasze jelita. Wśród nich są: zielone banany, jarmuż, cynamon, kurkuma, awokado, czy sorgo. Te rzeczy każdy powinien mieć w swojej kuchni.
Oprócz nauki o produktach, dziewczyny podają inne zasady żywienia przyjazne dla flory w jelitach. Co dla mnie najważniejsze, wszystkie te zasady są łatwe do zapamiętania, więc bez problemu można je zastosowywać w kuchni.

Same autorki mówią o tym, że nie chodzi o to, żeby zmienić swoje życie o 360 stopni. Nie trzeba wcielać w życie wszystkich zasad. Jeśli lubisz mięso jedz je, ale rzadziej. Chodzi o to, żeby mieć na uwadze te wytyczne, które nam pasują, w ten sposób zmiana żywienia nie będzie drastyczne, a nasze jelita będą szczęśliwsze.

Można więc podejść do książki mniej lub bardziej ambitnie. Ja, wybrałam ten drugi sposób, bo czuję się bardzo zmotywowana po lekturze. Jak zmieni się moja kuchnia?
- zero kupowania chipsów, ciastek i innych tego typu
- ograniczamy słodycze do minimum
- na mojej półce zagościł: olej kokosowy, awokado, nasiona chia, kurkuma, świeży imbir, zioła w doniczkach i wiele innych
- zwiększę ilość surowych warzyw
- będę robić raz w tygodniu zielone smoothie Mii i Lin, granolę z kaszy gryczanej już zaprezentowałam Wam na blogu 
To spora zmiana nie tylko dla mnie, ale również dla męża i dzieci. Robię to, bo wierzę,  że będziemy zdrowsi i pełni energii. 




Wracając stricte do książki (w  końcu to recenzja) to pochłonęłam ją w dwa wieczory. Zapewne dlatego, że zakochałam się w stylu pisania autorek, ale również dzięki temu, że książka jest różnorodna. Rozdziały urozmaicone są przepisami oraz wieloma przydatnymi tabelami żywnościowymi.

Dawno żadna książka nie dała mi takiego kopa i motywacji do działania jak „Food Pharmacy”. Cieszę się, że wpadła w moje ręce i  że tak radykalnie zmieniła moje myślenie. Od teraz myślę o moich jelitach jak o przyjaciołach, o których trzeba dbać! 

Nie byłabym sobą, gdybym nie pozachywacała się estetyką książki. Zakochałam się w jej grafikach, w przepięknej okładce ze złotymi literami, w przecudnych zdjęciach autorek. "Food Pharmacy" pod względem estetycznym to małe dzieło sztuki! Cudeńko, które trzeba mieć na swojej półce!

 Premiera książki dopiero za około dwa tygodnie, a "Food Pharmacy" już w tej chwili znajduje się na 23 miejscu na liście bestsellerów w Empiku. Wcale się nie dziwię! Polecam ją każdemu, bez względu na to czy interesuje się zdrowym odżywieniem, czy też nie. Sądzę, że to będzie jeden z hitów tego roku. Tak się cieszę, że mam swój egzemplarz!

Same autorki ostrzegają, że lektura może przynieść szereg skutków ubocznych. Jakich?


"Skutki uboczne występujące po przeczytaniu naszej książki:
• nowe spojrzenie na jedzenie (podniebienie Ci podziękuje),
• mnóstwo energii (także w poniedziałkowe poranki),
• zadowolone bakterie jelitowe (zaufaj nam, chcesz, żeby były szczęśliwe),
• umiarkowany poziom cukru we krwi (bez utraty uroku osobistego)"


 Gorąco dziękuje wydawnictwu Otwarte za egzemplarz książki. Dzięki Wam moje jelita będą szczęśliwe!





 

Podobne wpisy

0 komentarze