Zuza potrafi zaskoczyć!

by - niedziela, maja 22, 2016

Zuza ma za sobą bardzo napięty i rozjazdowy weekend. Piątek - całodniowa klasowa wycieczka do Warszawy, sobota - zuchowy wyjazd na zamek w Łęczycy i zdobywanie sprawności Rycerz i dzisiaj wyjazd do Poznania do babci i cioci. Podsumowując - masa kilometrów za nią. Za mną za to wiele pozytywnego zdziwienia, bo właśnie o tym ma być ten post!


 Wycieczka do Warszawy była pierwszą, całodniową wycieczką bez rodziców w życiu mojego dziecka... Cały dzień odpowiedzialności za samą siebie. Trzeba pamiętać o torbie, jedzeniu, siusianiu, pilnowaniu się grupy. Spore wydarzenie!

W planie wycieczki mnóstwo miejsc: Pałac Kultury i Nauki, Stadion Narodowy, Stare Miasto, Łazienki, lotnisko. Moje dziecko wróciło zauroczone warszawską Starówką!

Ta wycieczka była i dla mnie sporym przeżyciem, bo cały dzień zastanawiałam się, czy nie jest głodna, czy nie odłączy się od grupy i nie zostanie gdzieś w Łazienkach... Tak, tak powinnam być mniej nadopiekuńcza...


W każdym bądź razie, w dzień wycieczki miałam mnóstwo wyobrażeń, co do tego co zastanę po powrocie mojego dziecka. Skonfrontowałam to jednak później z rzeczywistością i sporządziłam taką mała tabelkę:


Jak myślałam, że będzie….
Tak rzeczywiście było….
Byłam przekonana o tym, że moje pięknie uczesane rano dziecko, wróci rozczochrane jak nieboskie stworzenie!
Moje oczy ujrzały dziewczynkę w dwóch misternych warkoczykach! Uffff jak dobrze!
Dla mnie było pewne, że z kieszonkowego w kwocie 36zł nie zostanie nic, że dziecko w przypływie żywej gotówki zaszaleje w stolicy!
Uszczęśliwiona Zuzia z satysfakcją przywiozła z Warszawy resztę w kwocie 17zł! Proszę bardzo, jakie oszczędne dziecko!
Wiadomo z czym wiąże się klasowa wycieczka – z masą tandetnych pamiątek Made In China. Byłam na to przygotowana i już zastanawiałam się jak je skutecznie zutylizować…
Zuza do domu wróciła z trzema rzeczami:syrenką (nie aż tak bardzo tandetną jak można by się spodziewać), misiem dla Misi i mega tandetnym naszyjnikiem. Mogło być gorzej, tym bardziej jak przypomnę sobie moje wycieczki!
Wyjazd o 7:30 powrót o 20:00. Dla mnie było jasne, że moje dziecko padnie snem tak twardym, że nic nie będzie jej w stanie obudzić.
Panienka poszła spać o 22, przed tym zdążyła jeszcze potańczyć, poskakać na trampolinie i przed spaniem zafundować sobie czytanie. A wstała o 6:30. Dziecięce pokłady energii nigdy nie przestaną mnie zadziwiać!




Co się okazuje? A, no właśnie! Przekonałam się na własnej skórze, że nie ma co się za bardzo przejmować, że trzeba czasem zaufać (z ograniczeniem oczywiście) dziecku i dać mu się wyrwać z maminych ramion. A niech się usamodzielnia!

PS. Za miesiąc Zuzka jedzie na tygodniowe, zuchowe kolonie. To będzie dla mnie i dla niej oczywiście największy sprawdzian!

Podobne wpisy

1 komentarze